Zupa po węgiersku, ślub po polsku

Czytaj
Opublikowany:
2018-05-13 07:50:00

Tor Pannoniaring do tego momentu nie należał do ulubionych Daniela Bukowskiego. Po ostatnich zawodach cyklu Alpe Adria to się zmieniło.

- Zawsze uważałem, że lubi się głównie te tory, na których jest się szybkim i się wygrywa - mówi Daniel Bukowski. - Na torze Pannoniaring dotychczas startowałem tylko raz, w 2009 roku, i nie był to dla mnie udany start, tym samym nie należał do moich ulubionych, lecz ostatnia runda cyklu Alpe Adria zmieniła moje spojrzenie na ten znakomity - wymagający i techniczny obiekt.

Daniel Bukowski zdążył już przyzwyczaić swoich kibiców do tego, że tak zwane wolne treningi są w jego przypadku faktycznie... dosyć wolne, jednak na czasówkach, pełniących rolę kwalifikacji "Buła" z reguły uzyskuje dużo lepsze tempo. Nie inaczej było podczas ostatniej rundy Alpe Adria, gdzie w piątek podczas treningów jego czasy były dalekie od ideału, jednak w sobotę podczas treningu kwalifikacyjnego było już naprawdę szybko.

- Osiągając swoją "życiówkę" na tym torze, zdobyłem drugie pole startowe do pierwszego wyścigu (w tym sezonie niektóre rundy są podwójne tzn. pierwszy wyścig jest w sobotę i startuje się do niego z pól zdobytych podczas sobotniej czasówki, natomiast do drugiego - niedzielnego wyścigu startujemy zgodnie z czasami osiągniętymi w obu treningach kwalifikacyjnych - sobotnim i niedzielnym) - relacjonuje popularny "Buła". - Start wyszedł mi dość dobrze i po pierwszym zakręcie byłem trzeci. Stawkę prowadził miejscowy Węgier, któremu nie najlepiej poszło w kwalifikacjach i startował z odległej pozycji, ale było widać, że w wyścigu nie będzie z nim lekko. Drugi jechał zdobywca pole position, czyli Austriak Kevin Koller. Po kilku okrążeniach wyprzedziłem Kollera i dogoniłem Węgra. Wiedziałem, że jestem szybszy od niego, ale charakterystyka toru i jego defensywna jazda mocno utrudniały mi wyprzedzenie rywala. Robiłem kilka "podejść", ale były one nieskuteczne. Kiedy wjechaliśmy na przedostatnie okrążenie byłem tuż za nim, "na centymetry" i wiedziałem, że skuteczny atak muszę przeprowadzić na tym okrążeniu. Z tą myślą jechałem bardzo blisko niego, kiedy moim oczom ukazał się dublowany zawodnik, mający za nic niebieskie flagi. Liderowi wyścigu udało się go minąć bez straty, a mi wyprzedzanie go przypadło w samym szczycie zakrętu, na czym straciłem około sekundę, a na czym zyskał jadący cały czas za mną Austriak. Podczas, gdy Chorobak bezpiecznie zdążał do mety, Koller napędził się na wejściu w prostą startową i wyprzedził mnie o 0.002 s. Można się było zdenerwować, ale pomyślałem, że trzecie miejsce też jest dobre.

W niedzielę Daniel Bukowski przystąpił do drugiej czasówki, ale nie poprawił rezultatu z poprzedniego dnia i nie zmieniło się również jego pole startowe. Tym bardziej to i sobotnie zdarzenie z dublowanym zawodnikiem podrażniło jego ambicję, co poskutkowało doskonałym startem i wyjściem na pierwszą pozycję na początku wyścigu. Na drugim okrążeniu na prostej startowej niestety wyprzedził go Chorobak.

- Dotąd uważałem, że na tej prostej nie da się wyprzedzać na hamowaniu, gdyż tor jest na końcu bardzo nierówny, ale zrobiłem to podczas tego wyścigu kilkukrotnie - kontynuuje Bukowski. - Niestety, akurat w tym przypadku trochę za mocno opóźniłem hamowanie, co spowodowało spadek na trzecią pozycję, ale już po chwili znów byłem drugi i tak dojechaliśmy do przedostatniego okrążenia. Wedy to wyprzedził mnie Węgier. Moje przedramiona były tak zmęczone, że nie dałem już rady kontratakować i w tej kolejności dotarliśmy do mety.

Oba wyścigi zawodnikom, członkom ich teamów i kibicom niewątpliwie dostarczyły niesamowitych emocji. Z obu Daniel osobiście był bardzo zadowolony. Smak sobotniego zepsuł mu trochę wspominany dubel, ale cóż, taki jest urok tego sportu. Często sporo w nich zależy od szczęścia i właśnie od rywali.

Daniel Bukowski w tym okresie był szczególnie zaganiany, przez co tym bardziej trudno było skoncentrować się na ściganiu, choć jak widać efekt końcowy był w przypadku Wielkopolanina naprawdę zadowalający. Życiowy pęd był w tych dniach niemal równie wielki, jak na torze. Wszystko z powodu... zmiany stanu cywilnego "Buły". Daniel po niemalże dziewięciu latach narzeczeństwa pojął za żonę Ewę.