W Brnie zaskakująco szybko

Czytaj
Opublikowany:
2018-05-09 01:10:00

Za nami kolejna runda Wyścigowych Motocyklowych Mistrzostw Polski. Dla Daniela Bukowskiego była to kolejna okazja do konfrontacji z zawodnikami ze światowej czołówki.


Kolejna odsłona WMMP tym razem odbyła się w czeskim Brnie. Runda ta była dla Daniela dużym wyzwaniem, ponieważ "Buła" po raz ostatni ścigał się na tym obiekcie odbył się w ubiegłym roku podczas rundy mistrzostw świata, gdzie miał przyjemność wystartować na maszynie przygotowanej przez ówczesny zespół wicemistrza świata w klasie Supersport - Laverty'ego.

- Tak więc zastanawiałem się jak szybko, a właściwie ile wolniej pojadę w porównaniu do ubiegłorocznego występu - mówi z przekąsem Daniel Bukowski.

Weekend zaczął się "bardzo szybko", ponieważ już w wolnych treningach "Buła" uzyskiwał czasy rzędu 02.07, co nastroiło go wyjątkowo optymistycznie i pozwoliło mieć cichą nadzieję, że może uda się pojechać równie szybko jak na MŚ.

Pierwsza czasówka niestety rozpoczęła się od małej usterki, przez co Daniel stracił ponad 10 minut cennego czasu, lecz kiedy już wjechał na tor, każde przejechane przez niego okrążenie było "życiówką" na tym obiekcie w wyścigach Alpe Adria i mistrzostwach Polski. - Kiedy na moim lap-timerze po każdym przejechaniu punktu pomiarowego liczba ciągle się zmniejszała, banan na mojej twarzy był coraz większy - mówi z uśmiechem "Buła". - Warunki nie były łatwe, ponieważ na każdym kółku wyprzedzałem kilku dużo wolniejszych od siebie zawodników, co zapewne nie wpływało pozytywnie na osiągane przeze mnie czasy i pozwalało jednocześnie mieć nadzieję, że jeśli w końcu trafi mi się wolne kółko, to uda mi się pojechać magiczne 02.06,3 z zeszłego sezonu. Ale niestety, plan "spalił na panewce", a właściwie na ostatnim lewym przed prostą startową, ponieważ uślizg przedniego koła skutecznie wyeliminował mnie z dalszej walki. Na szczęście uszkodzenia okazały się znikome i o własnych siłach zjechałem do boksu, gdzie bezzwłocznie przystąpiliśmy do przygotowania sprzętu do drugiego treningu kwalifikacyjnego.  Niestety połowa drugiej czasówki minęła pod znakiem przesychającego toru, ale w drugiej połowie udało się wyjechać w celu sprawdzenia czy w sprzęcie i z "baniakiem" wszystko gra. Wszystko było w porządku i ostatecznie treningi kwalifikacyjne zakończyłem na piątej pozycji w b. doborowym towarzystwie. Pierwsze pole zajął czołowy zawodnik MŚ Johny Rea, drugi był weteran zawodów Alpe Adria a przy tym rodowity mieszkaniec Brna Igor Kalab, trzeci niedoszły zawodnik MŚ (był na liście startowej na ten sezon) Włoch Michele Conti startujący w barwach teamu na stałe goszczącego w tych rozgrywkach, czwarty był Ondrej Jezek, Czech, również pełnoetatowy zawodnik MŚ, regularnie punktujący w tej serii, tak więc wyścig zapowiadał się bardzo emocjonująco.

Niedziela przywitała zawodników, ich teamy i kibiców piękną, słoneczną pogodą. Warm-up Daniel ukończył również na piątej pozycji i pozostał już tylko wyścig, na który musieliśmy czekać aż do 16.40! Kiedy zawodnicy wjechali na pola startowe okazało się, że "Buła" startuje jednak z czwartej pozycji, ponieważ Johny Rea zrezygnował z dalszej rywalizacji.

- Dla mnie to był bardzo ważny fakt, że startuję z pierwszej linii - relacjonuje Daniel Bukowski. - Po 15 minutach ruszyliśmy do okrążenia rozgrzewającego, po czy zajęliśmy nasze pozycje. Start poszedł bardzo dobrze, ale nagle w pierwszym prawym wjeżdża przede mnie Imre Toth, zawodnik z MŚ, ale ten temat nie zajął mi dużo czasu. W pierwszym lewym już ?był mój?. Dalsza część wyścigu to ciągła walka o trzecią pozycję najpierw z Ondrej Jezekiem, później z Michele Contim. Generalnie scenariusz na większości okrążeń był ten sam: Kalab, Conti i Jezek łapią dystans na prostej pod górkę i powiększają przewagę na prostej startowej, później ja gonię ich i zazwyczaj wyprzedzam trzeciego na stadionie bądź w innym miejscu, aby znów wyprzedził mnie pod góreczkę. Genialne było kółko na początku wyścigu podczas którego wyprzedziliśmy się z Jezekiem kilka razy, to była jazda!!! Na ósmym i dziewiątym okrążeniu moi przeciwnicy troszkę mi uciekli, myślałem, że to ja popełniłem jakiś błąd ale kiedy sprawdziłem czasy po wyścigu okazało się, że ja zwolniłem o jakieś 0,3 sek, za to Conti i Jezek dali po gazie i wykręcili swoje najlepsze okrążenia. I w ten sposób ukończyłem wyścig na czwartej pozycji, ale był to wyścig, z którego jestem naprawdę zadowolony i z którego bardzo wiele wyniosłem. Nic lepiej nie uczy, jak zmaganie się z zawodnikami z czołówki światowej i naśladowanie ich, a straty pięciu sekund do pierwszego zawodnika również nie uważam za wstyd. Za największy sukces tego wyścigu uważam natomiast fakt, iż porównałem czasy z wyścigiem MŚ z zeszłego roku i tempo było praktycznie takie samo, mimo iż dysponuję wolniejszym motocyklem. Ten wniosek spowodował, że postanowiliśmy wraz z zespołem ponownie spróbować sił z dziką kartą w mistrzostwach świata klasy Supersport. Jeśli znajdziemy odpowiednich partnerów, start będzie pewny.