facebook

Aktualności

Z ziemu włoskiej do Polski...

 Z ziemi włoskiej do Polski….

W końcu zaczął się sezon wyścigowy i po dokładnie siedmiu, tak dokładnie siedmiu miesiącach wyścigowej abstynencji wsiadłem na moją Niunię, by przewietrzyć kości.

                Wyjazd na rundę do Włoch poprzedziły dwudniowe treningi na Węgrzech organizowane przez mój team, więc mogłem już chwilę wcześniej przypomnieć sobie jak się jeździ po torze. Oczywiście po pierwszym dniu mięśnie i tyłek bolały mnie tak, że przypomniał mi się kawał o pijaku, który w kolejnym dniu zakupów w monopolowym, po tym jak co noc nieprzytomny gwałcony był przez homoseksualistę na pytanie ekspedientki  czy podać to co zwykle, odpowiedział, że dziś poprosi piwo bo od tych jaboli du.. boli.

                Ponieważ pomiędzy treningami a wyścigami mieliśmy chwilę przerwy, skorzystaliśmy z niej by zwiedzić przepiękną Wenecję.  Miasto zrobiło na mnie bardzo duże wrażenie, aczkolwiek dużą wadą jest to, że gumę można spalić jedynie rowerem wodnym.

W piątek rozpocząłem treningi wolne, przypominając sobie jak wielką frajdę sprawia mi jazda po nowym obiekcie. Tor Adria Raceway jest bardzo krótki, ale za to bardzo techniczny i wymagający. Bardzo szybko zapamiętałem konfigurację zakrętów i z dużą dozą optymizmu przystąpiłem do sobotnich treningów kwalifikacyjnych.

Podczas pierwszej „czasówki” skupiliśmy się na przetestowaniu ogumienia na dystansie wyścigowym, ale mimo to udało mi się zdobyć trzeci czas. W drugim treningu skupiliśmy się bardziej na poprawie czasu. Plan został wykonany i z czasem 1.17,3 i niespełna 0,3 sek straty do pierwszego uzyskałem drugie pole startowe.

Podczas niedzielnej rozgrzewki chciałem jeszcze przetestować inne przełożenia, ale nocne opady i mokry tor popsuły moje plany, więc pozostaliśmy przy sobotnich.

Na starcie po mojej prawej i lewej stronie miałem dwóch miejscowych Włochów co zapowiadało trudny wyścig. Już po zgaśnięciu czerwonych świateł Tibaldo zablokował mnie spychając do lewej, na czym skorzystał startujący z trzeciego pola Nori.  Następnie wyprzedziłem Nori’ego, ale nagle jak strzała przemknął obok mnie i lidera Chorwat Radman. Niestety jego tempo było tak szaleńcze, że przed końcem okrążenia skończył wyścig w żwirze, na czym ja skorzystałem, przedostając się na pozycję lidera. Prowadziłem wyścig 3 okrążenia, gdy stratę odrobił ponownie  Włoch Nori, wyprzedził mnie i w tej kolejności dojechaliśmy do mety.

Weekend był bardzo udany. Mimo gigantycznej przerwy  pomiędzy sezonami i nowego toru, szybko nabrałem tempa i zwieńczyłem to drugą pozycją w wyścigu. Dziękuję bardzo zespołowi Suzuki GRANDys Duo i z niecierpliwością czekam na kolejny wyścig  na Węgierskim torze Pannoniaring.

Pozdrawiam-BUŁA #22



powrót

         
               
© Daniel Bukowski | design: Samba-AnaCom
Get Adobe Flash player